10 sierpnia 2004

# 53

Ze wstrętem i niesmakiem wspominam moment, kiedy Mifu do mnie zadzwonił i powiedział, że jego ojciec przypadkiem znalazł mojego pierwszego bloga. Poznał po tatuażu, a potem... skojarzył parę faktów. Pamiętam jak w popłochu go kasowałam, a wcześniej - jak bliscy paranoi przypominaliśmy sobie co bardziej pikantne fragmenty, które pewnie przeczytał. Potem przez kilka miesięcy nie pokazywałam się u nich w domu, Kriczr przyjeżdżał do mnie. Ale wstyd. Naprawdę.
Mogę robić różne świńskie rzeczy, mam wstrętny charakter, jestem mściwa i wulgarna, szybko się denerwuję, zdecydowanie za szybko ekscytuję, potrafię być strasznie chamska i wredna jeśli mam ochotę, ale na samo wspomnienie tamtej sytuacji jest mi tak strasznie wstyd.... Gdybym tylko wiedziała, że tak się stanie - za nic nie dopuściłabym do tego.

Rodzice Kriczr są świetnymi ludźmi, bardzo ich szanuję, podziwiam sposób w jaki wychowali mojego chłopaka i na jakich zasadach się z nim dogadują. Nikt nie jest idealny, Mif też na nich narzeka czasem, ale przede wszystkim bardzo ich kocha i obie strony są w stosunku do siebie jak najbardziej w porządku.

Dla kontrastu - mojego ojca nie widziałam od kilku dobrych lat, chociaż mieszka trzy ulice dalej, a pierwsze wspomnienie z nim związane, jakie mi się nasuwa, to kiedy nasza trójka coś przeskrobała, a on wymachując rękami i drąc się tak głośno, że matka musiała zamykać okna, szukał swojego skórzanego paska, a my jak pieski z wypiętymi pupami czekaliśmy kiedy przyjdzie i zdzieli każdego po równo. Nie ważne kto to zrobił, każdy dostanie po równo, będziecie pamiętać!! Idiota. Ten moment oczekiwania - kiedy serce wychodziło mi przełykiem ze strachu i myślałam, że za chwilę albo się porzygam albo zemdleję i nagle trzask!, skóra na pośladkach zaczynała nieludzko piec, a ja wiłam się po podłodze z bólu, w pośpiechu naciągałam na siebie ubranie i z płaczem uciekałam do drugiego pokoju. Dupek. Mam nadzieję, że kiedyś poczuje taki ból i taki strach.

Ojciec Kriczr przysyła mu dzisiaj smsa, podczas gdy my szalejemy na zakupach: Gdzie moje dzieci?

Ponad dwa tygodnie temu wróciłam do domu, a matkę widziałam raz. Rano wychodzi pierwsza, po południu słyszę wraca z pracy, ja albo siedzę u siebie i czytam, albo właśnie wychodzę do Kriczr, wieczorem ona albo już śpi, albo chuj wie co robi - zamyka drzwi u siebie kiedy pojawiam się w domu. Jeśli są otwarte - widzę tylko jej nogi. Tyle akurat widać z przedpokoju po wejściu do domu.
Jestem z Mifu ponad półtora roku, a chyba ani razu ze sobą nie rozmawiali.

Mama Mifu pokazuje mi nowe ciuchy, które sobie kupiła, pożycza książki, zaprasza na obiad.

Jak sobie przeprowadziłam taką analizę, to już wiem skąd się wzięła ta radość po powrocie rodziców Mifu z Krety. Powinnam niby mieć doła, bo przez te dwa tygodnie dobrze nam się żyło razem, ale ja się za nimi stęskniłam. Przynajmniej już wiem dlaczego.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Heh, skąd ja to znam... Matki - jak wiesz - nie mam. A co do ojca - w tę niedzielę odmówił jakiejkolwiek pomocy (za dwa miesiące nie będę miała gdzie mieszkać i za co zyć, bo kończy mi się renta po matce - a on odmawia mi pomocy i wybiera się w tym samym czasie na wycieczke do Hiszpanii i Portugalii). Rodzice Tomka łamią sobie głowę, jak nam pomóc, chociaż mają tylko nędzne renciny i leżącą babcię... Przez 4 lata spędziłam z nimi więcej czasu, więcej rozmawiałam i dostałam tyle ciepła, ile od mojego ojca nie miałam przez 24 lata...

yagami

Lake of Fire pisze...

To jakaś farsa, daj spokój. Moja matka robiła mi takie same numery. NIgdy nie miała pieniędzy, jak ją o to prosiłam, ale dziwnym trafem znalazła jakies drobne, żeby kupić swojemu pojebanemu kochasiowi samochód.

Przynajmniej wiem, że nigdy nie będę taką wyrodną matką. Za dużo się napatrzyłam na swoją.